piąta nad ranem...

gdy ciężarna spać nie może, czasem wierszyk powstać może,
i powstają dziwne twory, niestosowne do dób pory.
z boku mąż cichutko chrapie, a  tu muza w mózg mnie drapie
i natrętnie nie do spania, lecz tworzenia mnie nakłania!
więc wśród nocy koło czwartej leżę, oczy mam otwarte
i się snują głupie rymy, jak o świcie latem dymy…
zjeść bym mogła stos parówek, potem krówek i borówek,
ananasa bym ugryzła, za nim czeka pączków pryzma,
obok ciepły chleb ze smalcem. powidełka wcinam palcem…
ogóreczek małosolny… potem szpinak z czosnkiem polnym…
ooooo i chłodnik z ziemniakami! ruski pieróg ze skwarkami!  
duże sushi, moc imbiru! szklanka chłodnego kefiru…
bakłażanik upieczony, serem feta ustrojony,
ser z dużą ilością pleśni, wielka misa cud czereśni…
tak! i tatar! grzybek z octu! chrupnąć, mlasnąć tak po prostu…
soczewica z pieczarkami, mała pizza z krewetkami,
tuńczyk świeży na surowo, czekolada niesportowo,
ze śmietaną ogórkowa i wątróbka i ….
i wstałam i zjadłam kanapkę z szynką J godz.5.05 ze środy na czwartek… ale kto mnie obudził? muza, syn czy obżarstwo? nigdy się nie wyjaśniło…
za to prześladują mnie teraz czereśnie...


7 komentarzy:

Alcyna pisze...

Obojętne, co było przyczyną- ważne, że powstała wierszowana kwintesencja ciężarówkowego wszystkożerstwa!!!
Ja mogłam pisać peany na cześć budyniu w środku nocy, ale ciąża tak mi się na mózg rzuciła, że go wessała, zmaltretowała i wypluła na porodówce dopiero w postaci papki niezdolnej do czegokolwiek poza zachwytem i głupkowata miną :)

asiunia pisze...

Brawo :) Świetny wierszyk :)

Mrs_L pisze...

A ja mam dwie ciaze za soba i nic na temat zachcianek nie wiem. Ale wierszyk straszliwie mi sie podoba!

MamuśkaMartuśka pisze...

Kochana poezja ciążowa przepiekna!!!No i jaka wyobraźnia posiłkowa...:-)Tylko te czereśnie, kurcze nie zazdroszczę takiej zachcianki, bo nie chcę być pesymistką, ale raczej ciężko będzie...
Aaaaa i z zachwytu nie mogę wyjść nad mózgową metaforą Alcyny-rechot mój chyba sąsiedzi słyszeli:-)
Ja również chyba bezmózgiem póki co zostałam, bo dzisiaj pojechałam wymienić spodnie męża, które dostał ode mnie pod choinkę. I nie problem w tym, że pojechałam, bo dojechać sie udało. Tylko do teraz w głowę zachodzę, jak mogłam stare na wymianę ową zabrać...:-)
Stałam się zatem kulą, która nie ma mózgu, za to serca ma dwa i dosłownie i w przenośni...

Anonimowy pisze...

Przefajny wierszyk!
Pozdrawiam, Ciężarówka.

Evelio ciężarówka pisze...

Oda do żołądka:-) to prawda...świetne podsumowanie naszych żywieniowych bolączek!

Anonimowy pisze...

Jak tak czytam (a bardzo lubię)i oglądam to wniosek jest jeden: ciąża ci baaaaardzo służy. Mało,że wygląd rewelacja, super pomysły na niebanalny wygląd, to jeszcze ten wierszyk... No powaliło mnie. I choć moja córka ma 20 lat (!?), to przypomniałaś mi dokładnie takie same smaki ciążowe. U mnie dodatkowo występował krem sułtański z bezą, po który mąż niestrudzenie jeździł autobusem. Serdecznie pozdrawiam. Anna z Lublina