historia szafy - dzień 2

załamanie nerwowe: wszyscy są podli, świat jest przeciwko mnie, mąż mnie nie kocha, ojciec o mnie nie dba… katastrofa…
po odwinięciu Lady Szafy z folii okazało się, że „kurz”, jaki się z niej osypywał to dzieło drewnojadów, które toczą trzewia potencjalnej gwiazdy pokoju potomka! no i teraz ja sama samiuteńka musze się z tym zmierzyć bo nikt mi nie chce pomóc bo nikt mnie nie rozumie i nikt mnie nie kocha...
hormonalny dół równie skrajny, jak wczorajsza euforia…
skąd mam wiedzieć, czy te potwory jeszcze żrą czy już sobie poszły? co mam zrobić? zatruwanie szafy w mieszkaniu to przedsięwzięcie co najmniej nieodpowiednie podczas zaawansowanej ciąży, o robieniu tego w pokoju dziecka nie wspominając…



  



6 komentarzy:

Sigrun pisze...

jest przepiękna! uwielbiam takie meble, rzeczy z dusza! rozumiem ze bedzie na stale ekwipunkiem w pokoju syna?

Kaffiarka pisze...

dasz rade! szafa jest absolutnie przepiekna i warta zaangazowania:)

agg pisze...

szafa jest piękna, poszukaj w internecie informacji o zwalczaniu tego dziadostwa (pewnie już to zrobiłaś, wiem) i zmuś facetów to zajęcia się tym, nie można zmarnować takiego cuda:)

Beti pisze...

szafa ma niesamowity klimat!

agakry pisze...

szafa ma być synkowa - niebawem dalsze odcinki mojej walki z żywiołem :)

Alcyna pisze...

Szafa jest PRZE-PIĘK-NA!!!! Ale bez kołatkozolu się nie obejdzie :/ Nie wiem, jaką nazwę handlową ma teraz ten specyfik, ale naście lat temu tym zwalczało się kołatki (bo one żrą meble) i niestety absolutnie nie wolno tego było stosować w stanie dwupaku :/
Jutro minie hormonalny spadek nastroju i kochający i dbający mężczyźni zrobią porządek ;)