małe a cieszy

warto było się ruszyć.
po pierwsze po powrocie faktycznie doceniłam ciepło domowego zacisza
J a po drugie znalazłam inspirację, która pozwoliła mi przestać się nudzić. inspiracja kosztowała 2zł w sh i zajęła mi cały wieczór.
ale zanim się pojawiła… przeszperałam sh i jakoś nic mnie nie ujęło,  mimo że grzebałam z całych sił i z dużym zapałem. z założenia szukałam czegoś bawełnianego o ciekawym wzorze na materiale bo mam pomysł na zabawkę. niestety, nic nie oczarowało mnie na tyle bym zdecydowała, że godne po recyclingu stać się towarzyszem mojego syna. no więc trochę byłam smutna, że nadal nie mam co robić po powrocie do domu aż tu… wtem… spojrzało na mnie stworzenie żałosne i smutne i ciepło na mnie spłynęło: TO! mała nieprzyzwoicie brudna i zdemolowana walizeczka z wikliny. powyłamywane skobelki, stary drut i wstrętny sznurek zamiast zawiasków. obraz nędzy i rozpaczy. no to przygarnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. "pan na kasie” patrzył na mnie dziwnie, zwłaszcza, że zgodziłam się za to coś jeszcze zapłacić!
J
no i wieczór rękodzielniczy nastąpił J
uskrzydlają mnie takie małe wyzwania. przypominają mi się czasy liceum, gdy miałam dużo czasu i pomysłów, by coś z niczego czarować J
i teraz stworzonko po kąpieli, potraktowane podstawowo czarnym podkładem a potem białą farbą, z nowymi zawiaskami szuka zastosowania. pewnie trafi do młodego jako pudełko na drobiazgi J
chyba zaraz pójdę na kolejny spacer J







3 komentarze:

Mr. Vintage pisze...

Świetne! Można wiedzie jakiej farby użyłaś do malowania?

kayaretro pisze...

koszyk wyszedł super!

retrostyl pisze...

Zgadzam się z poprzedniczkami. Rewelacja!