glukozowy ha-a-aj

śpię coraz gorzej. obudziłam się o 5 rano i czekając na budzik nastawiony na godzinę później, z nudów ułożyłam dwa świąteczne wierszyki… mamy taką tradycję podchoinkową, że prezenty zawsze są wzbogacone o rymowanki. przed odpakowaniem prezentu każdy wygłasza swój i bywają momenty kiedy deklamacja jest niemożliwa z powodu ataku śmiechu czytającego, bądź zagłuszona przez ryk rodziny. wierszyki wiążą się co do zasady tematycznie z prezentami ale stopień ich abstrakcji jest dosyć wysoki. w zeszłym roku hitem był „wędrowiec w jałowcach”…
no więc czekając na budzik i wtulając się w posapującego M., usiłowałam przekonać organizm, że ciemność i deszcz za oknem najlepiej przespać, ale się nie dało. to pewnie swoiste przygotowanie do braku negocjacji z budzącą w nocy młodzieżą… trudno… dwa wierszyki powstały same i dobrze, że je zapisałam, bo w okolicach południa pamiętam jedynie główne motywy, natomiast warstwa artystyczna ulotniła się bezpowrotnie.
budzenie o 6 było uzasadnione testem glukozowym. M. dzielnie obiecał eskortować mnie do lekarza ale obowiązki nakazywały rychły powrót do pracy, więc należało załatwić sprawę bez kolejki i przed korkami: czyli 7.20 na drugim końcu Wawy. cudnie... na szczęście piekielna wizja testu glukozowego rozmyła się zupełnie bo wypiłam swoją porcję bez większych sensacji a synek przespał całą akcję -wierzgać zaczął po powrocie do domu.
a teraz piszę i piszę i piszę bo po tej glukozie jakiś strzał energetyczny niepohamowany i słowotok, a że sama już jestem w domu to się w pisanie przerodził... tratatatatata...
przy okazji: kryzys twórczy dopadł mnie w doborze garderoby…  pogoda wymogła wyciągnięcie zimowego płaszcza i kapelutka. kapelutek idealny na smaganie, kapanie, podwiewanie i ściekanie. totalnie odporny na naszą piękną rodzimą aurę...
jako, że dzienną dawkę kreatywności zużyłam daleko przed świtem a energia buzuje, postanowiłam spożytkować siły i zapał póki trwa i zrobiłam porządek w szafie M. J
ratatatata... iiiiihaaaa... glukoza w ciąży umysł Ci odciąży... lelumpolelum brummm tiruuu....

Na żywo rybka jest fajniejsza... 

2 komentarze:

asiu pisze...

Jezu, podziwiam Cię, że masz tyle energii po teście glukozowym. Ja po wypiciu tego słodkiego czegoś miałam taki zgon, że wylądowałam na kozetce i przez pół godziny miałam białe plamy przed oczami;) Pozdrowienia

prawie blondynka pisze...

a co powie ryyyyba? ;>
śliczna :)