15.02 - kino familijne o hemoroidach


najpierw pojawił się ten tytuł, bo coś źle usłyszałam w radiu i ze zdziwieniem się zainteresowałam intrygującym zestawieniem a potem ciąg przemyśleń ciążowych zastąpił faktyczną treść audycji. już nie raz o tym myślałam, że czas ciąży jest powszechnie lansowany jako anielski okres w życiu kobiety a nawet pary i w sumie do tego sprowadza się większość wniosków płynących z mediów: od programów śniadaniowych przez kino familijne po spotkania z ekspertami i programy dedykowane itp. sielanka, pan i pani zakochani, brzuszek śliczny, kołyska z falbanką i nawet jak są kłopociki, to trzymają się za rączęta i wszystko dobrze się kończy. na skrajnym biegunie hardcorowe patologie, deformacje i plagi nieszczęść nieprawdopodobnych – ale to zupełnie rzadko i też bez równowagi i dystansu…
trochę mi za słodko w takiej idyllicznej wersji świata ciężarnego (pomijam reportaże o wynaturzeniach) i nie byłabym sobą, gdybym nie dorzuciła dziegciu choć odrobiny.
no bo nikt nie mówi w zwykły ludzki sposób o tej nieszczęsnej fizjologii, która przecież jest naturalna i niestety w większości przypadków obowiązkowo nas trafia. nie ma mowy o zaparciach i hemoroidach - chyba źle wypadają na tle różowych kołysek, nie ma słowa o sypiących się kręgosłupach, o upławach, puchnących nogach, skurczach, cieknącym na długo przed porodem mleku… żadna uwznioślona para jakoś nie uprawia seksu (i wcale nie jest powiedziane, że libido spadło jej a on się boi i nie chce), ciężarne kobiety nie maja problemów z nietrzymaniem moczu podczas pastelowych bejbi-szołerów...
ogólnie niemedialne są wydzieliny, dźwięki towarzyszące rożnym czynnościom, nie ma miejsca na sporo różnych zaskakujących odmian bólu i jego źródeł... troszkę może jest o obciążeniu pleców gdy ciężarna w rozwianej sukience w kwiaty malowniczo stoi na ganku i patrząc w dal podpiera sobie krzyż rękami...
i ta sama ciężarna, jeśli dla potrzeb scenariusza nie uśmiercą jej w sali porodowej, dochodzi do formy błyskawicznie z uśmiechem na ustach i nie ma znowu gadania o nieodnajdowaniu się w roli matki, o bejbiblusach, obkurczaniu bolesnym macicy, zjedzonych sutkach i innych uroczych objawach...
porzucając medialna sieczkę, w realnym życiu też sporo jest osób, które maja podejście do tematu niczym w kinie familijnym. i dochodzę do wniosku, że to chyba ja jestem jakaś taka rozgoryczona egocentryczka bez więzi duchowej ze swym nienarodzonym potomkiem, bo mnie wkurza sporo rzeczy w tej ciąży i wcale nie widzę jej jako najcudowniejszego okresu w swoim życiu. owszem, codziennie dzieje się coś nowego i dosyć niesamowitego ale dla równowagi dzieją się rzeczy, których nie lubię a się dzieją właśnie przez ciążę...

chcę mieć więcej dzieci więc ponownie może w ciąży kiedyś będę. ale z pełną świadomością konsekwencji: plusów i minusów, doznań wzruszających i niepowtarzalnych oraz tych bardzo nisko przyziemnych i powtarzalnych mimo niechęci... ale nigdy nikomu nie powiem, że to najpiękniejszy czas w całym życiu bo oznaczałoby to, że wszystkie inne okresy słodko gorzkie są, po pierwsze porównywalne - a tak nie jest - a po drugie zakładać bym musiała, że strasznie miał ktoś smętne dotychczas życie…
ciąża jest fajna i niesamowita zarówno dla kobiety jak i dla związku, ale kino familijne kłamie :)



foto: flickr.com

14 komentarzy:

Hafija pisze...

Ja dopiero w ciąży poznałam termin "Czop śłuzowy"... taki czop tez nie jest pastelowy :(

onna pisze...

a te "pastelowe", które w ciąży zakładają działalność gospodarczą np. żłobek, przedszkole, handel dizajnerskimi śpiochami? albo piszą książki "sexi mama" ;) Wszystko jest tak piękne, że aż cukier ścieka po ścianach a redaktorzy z "gazety" tłuką kolejne artykuliki o błogostanie.

Anonimowy pisze...

boze czy to wszystko musi byc takie straszne .... nie jednak nie ja tam nie chce rodzic moze poprosze sw mikolaja to mi bejbi na swieta przyniesie albo jak dobrze sie postaram to sobie wyczaruje i bez zaparc bez hemoroidow i innych czopow sluzowych(matko strach pomyslec) aha i jeszcze doczytalam o samooczyszczaniu no fakt to dosc naturale i baaa racjonalne no bo jakby to w zaciszu domu udalo sie zalatwic i pojechac do szpitala tak oczyszczona to by lewatywy nie robili i sprawa zalatwiona hmm no wlasnie gdyby to wszystko takie proste bylo i gdyby to sobie tak szlo zaplanowac/lub wyczarowac to swiat pewnie by byl idealny, rzeklabym perfekcyjny, a taki niestety nie jest i chocby sie czlowiek staral i ten podklad do kosmetyczki wrzucil to i tak nie unikniemy teko zwyklaego ludzkiego fizjologicznego(chyba tak moge powiedziec) wstydu, ale moze wlasnie przez to jestemy bardziej ludzcy nie wiem ??? a tak w ogole moze nech Pani tego nie zatwierdza bo mnie tak na refleksje wzielo a ja nawet jeszcze dziewica jestem wiec za bardzo prawa glosu w tej kwestii nie mam.

Anonimowy pisze...

ups tu jest bez zatwierdzania przez "wlasciciela" blogu oooołłłłłłł

Hafija pisze...

Taaak samooczyszczanie organizmu... wspaniałe uczucie... normalnie polecam tak koło 3 nad ranem.

Kaffiarka pisze...

Amen.

Lady in black pisze...

Ja od siebie dodam, że w kinie familijnym to nawet mdłości są malownicze. Takie tam biegi do kibelka, bo ktoś obok je hamburgera, miła rozrywka - kupa śmiechu. Nic nie ma o 3 miesiącach na łóżku z miską pod nosem, bo nawet do łazienki za daleko.
A twoja reakcja jest zupełnie normalna, choć niestety niezrozumiała dla większości społeczeństwa. Polecam forum http://niegrzecznemamuski.blogspot.com/ tam trafiają właśnie matki psychopatki:)

Evelio pisze...

dosłownie dwa dni temu o tym rozmawiałam z koleżanką! wszystko co lansuje ciążowego tv jest przesłodzone. np. para, on całymi dniami leży na kanapie i głaszcze jej brzuch, bo niby czuje to samo co ona. bzdura. ja męża cierpliwie uczę bliskości brzucha. a do płynów i dźwięków dorzucę od siebie...gazy! które atakują w najmniej oczekiwanym momencie:-)))

Eule-Lilaanaa pisze...

niektórzy rzeczywiście mają słodkie ciąże, ja leżałam ponad 2 miesiące ze skurczami na lekach po których nie byłam w stanie nic w ręku utrzymać, tylko czekałam kiedy już 2,5roku z dzieckiem nie zmęczyły mnie tak jak 8 miesięcy ciąży. ciąża nie musi być fajna. ale i tak najlepsze jest to że dopiero w ciąży dowiedziałam się o nacinaniu krocza, przedtem temat tabu

Hafija pisze...

Zawsze powtarzam - ciąża jest przereklamowana!

BiG SiS pisze...

uwielbiam Twoje pesymistyczne podejście - mam takie samo.
Bolą mnie nogi (skurcze w łydce) kręgosłup nawala od miesiąca - no wiem, że się garbię, ale 175 cm i do tego brzuch (28 tyg) oraz praca kelnerki (jeszcze tylko 3 tyg) to cholernie głupia kombinacja!!!
Hafija ma rację, ciąża jest przereklamowana - ale powiem Wam szczerze - nikt, kto jej nie przeszedł nie chce słuchać o hemoroidach , te już 'po' chcą zapomnieć!!!
mało tego - mały problem z krwią (mam małopłytkowość) też nie był interesujący dla mojej przyjaciółki :-( jedyni, którzy tym się interesją, to Ci, co zamierzają o tym plotkować (krytykować)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Alcyna pisze...

Kurczę, a ja w ciąży jakoś inaczej to widziałam. Wtedy chyba była "moda" na odsładzanie tego stanu. czytało się najwięcej o fizjologii właśnie, o tym, żeby podawać prawdę, o tym, ze noworodek to nie tylko słodka różowa kulka. mnóstwo było o tym, że te słodkie kłamstwa i brak wiedzy o prawdzie mogą przyczynią się do depresji poporodowej i że przyszła matka powinna być świadoma drugiej strony medalu. Z każdej strony atakowały mnie lewatywy, nacinanie (które nie wiem po co aż tak się demonizuje, bo jest faktycznie pikusiem), czopy, hemoroidy właśnie, zgagi, zastoje pokarmu, wahania nastroju, skurcze B-H, przedwczesne rozwieranie szyjki i inne tego typu atrakcje. Ze skrajności w skrajność.

Niezła żona pisze...

Też chcę dorzucić swoje grosze,jestem w 18 tc w ostatnim czasie przechodzę kryzys, w kryzysie jest też mój M dlaczego o tym się nie mówi??? Nie zapomnę zdziwienia mojego M który był pewien, że do 4 miesiąca ciąży to ja będę fruwać! A tu dupa mdłości, wstręt do jedzenia, schudłam 7kg... Teraz mdłości nie mam, ale wzdęcia zaparcia biegunki non stop. Do tego macica mi się kurczy brzuch twardnieje no spe biorę ale i tak się boję! Szczerze powiem od siebie, dla mnie ciąża NIE JEST cudownym okresem w życiu. Przeraża mnie to siedzenie w domu i niemoc. Nie mogę posprzątać i płaczę, cieszę się jak mogę obiad zrobić ale po 2h "wysiłku" muszę leżeć bo brzuch twardnieje... I tak w kółko. Do tego chcę dołożyć opiekę lekarską którą doświadczyłam i nikomu nie życzę takiego obejścia z przyszłą matką... Mówiąc krótko jestem przerażona i się cholernie boję, tylko gdzie można o tym porozmawiać? Poczytać? Dowiedzieć się? Kto mi powie oprócz Was, że CIĄŻA to CIĘŻKI okres w życiu..? Wszyscy dookoła mówią: "och jak to cudownie!" albo "to minie!" Minie??? Kiedy??? Jak dziecko skończy 20 lat i wyprowadzi się z domu...

Alcyna pisze...

Niezła żona- jest mnóstwo for dla przyszłych mam, tam w 99% pisze się o problemach i przypadłościach przecież ;)
I jak ja chodziłam w ciąży (5 lat temu), to większość "dzieciowych" gazet opisywała to właśnie tak- mit się kończył. I kochana- to mija w chwili porodu, później jest zupełnie co innego :D