samoocena matki

moja próżność, pustota i egocentryzm sprawiają, że w sposób zdecydowany rozdzielam dwie kwestie: absolutny entuzjazm i szczęśliwe zatracenie w kokoszeniu się jako matka oraz żal do świata, wywołany przez szkody pociążowe. jak słyszę „ale przecież masz za to słodkiego synka”, to mnie ogarnia smutek i nachodzą wyrzuty sumienia: no mam synka najsłodszego pod słońcem, chłopca idealnego o krystalicznym charakterze, który nasz znajomy tata określił "wygraną na loterii" ale czy jako kobieta, nie mogę z nostalgią tęsknić za płaskim brzuchem, sterczącym biustem i smukłymi ramionami?

minęły trzy miesiące a ja ciągle mam sporo kilogramów do zrzutu i ciało, którego nie poznaje i nie akceptuje... jest inne i tyle... z rożnych przyczyn dotychczas nie mogłam się solidniej ruszyć. teraz zaczynam oficjalnie program walki z obcą galaretą w moim lustrze :) bo mój synek i jego przystojny tatuś zasługują na uśmiechniętą fajną laskę w domu, a nie smętną garmażerkę :)

i będę bronić przekonania, że macierzyństwo a kobieca samoocena to dwie rożne bajki....

<moje lustro pokazuje inaczej...>




8 komentarzy:

szavka WORLD pisze...

zdjecie jest mega!!!
ja nie mam dziecka a caly czas narzekam na swoja wage, to tu to tam za duzo, zamalo :)

glowa do gory!!!

troche dobrego ruchu i zleca te kg.

buzka!

Agrafka pisze...

Hihi skąd wytrzasnęłaś tę fotę?? Super! :) Mi w powrocie do wagi sprzed ciązy pomogło bardzo karmienie - mała wyssała chyba ze mnie całe pokłady tłuszczu, w który obrosłam w czasie ciąży :)

Anonimowy pisze...

Nie martw sie.Ja prawie 3 lata po urodzeniu coreczki nie moglam zrzucic zbednych kilogramow.Tez nie lubilam siebie.Ale w koncu mi sie udalo.Tobie tez sie uda predzej czy pozniej.Jeszcze bedziesz laska!!!

Evelio pisze...

I znowu bardzo dobrze Cie rozumiem. Mam ten sam dualizm emocjonalny! Z jednej strony wiem, że mam cudownego, wspanialego synka i jestem za niego niezmiernie wdzieczna. Ale z drugiej sa rzeczy z ktorymi pogodzic sie nie moge. Figura, odseparowanie od dotychczasowego zycia, wielkie zmiany w codziennosci na ktore nie bylam gotowa. Gdyby nie ekspresowy wypad do sklepu po spodnie, to nie mialabym w czym wyjsc na ulice. I tak wlasnie wyglada to lansowane przez media zycie "wiecznie usmiechnietej mamy na obcasach". Potrzeba nam czasu...

Hafija pisze...

Kochana ciało regeneruje się po ciąży pół roku do roku, jeszcze dojdziesz do siebie. Jako kobiety mamy prawo przejmować się swoim wyglądem, pozostałymi fałdkami, bliznami, rozstępami.
Mi pomaga Małżon, bezczelnie kłamie, że wyglądam jeszcze lepiej niż przed ciążą, a ja wyłączam rozum i łykam każde słowo i jest mi z tym dobrze!

Mamuśka-Martuśka pisze...

Oj wiem co czujesz kochana i chociaż staram się nie skupiać na tym i "mieć to w nosie" to żal i nieswojość pozostają zawsze.
I mam postanowienie takie, jak Ty:-)
No i w końcu, to dobrze mieć współkompankę w niedoli, bo ostatnio miałam wrażenie, że to tylko ja w miesiąc po porodzie nie doszłam do figury sprzed:-)

Buziole grubasie:-) od grubego grubasa ze studnią między nogami i celulitem nawet nad kolanami:-)

Niezła żona pisze...

Dziewczyny mnie też się marzy powrót do formy w miesiąc po porodzie.. . Ale takie rzeczy to tylko w TV albo w przypadku zdesperowanych Kobiet z dość zasobnym portfelem które stać na wynajęcie "ekipy specjalistów"... Usilnie spycham w głowie pragnienie założenia ukochanych jeans'ów i gorsetu do bluzki koszulowej a póki co zamierzam jeszcze zainwestować w kolejną zwiewną sukienkę na czas "PO wszystkim" i Wam też polecam ;)

BiG Momma pisze...

powodzenia czego i ja sobie zycze w powrocie do swojej starej syleetki!