jaksiechce

zbyt duża wielofunkcyjność często dyskwalifikuje. stara prawda „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego” pozostaje aktualna.

pamiętam siermiężne czasy, gdy nowa para butów musiała być uniwersalna: do spódnicy, do spodni, do szkoły, na okazję, odporna na pogodę, kolorystycznie nijaka, ale wygodna, ciepła i trwała. w efekcie nie pasowała do niczego i z bólem trzeba było przetrwać cierpliwie i ze stylistyczną pokorą czas jej używalności, by po raz kolejny poszukać następnej uniwersalnej... jedyne buty, które spełniały ten wymóg to oczywiście czarne wysokie wojskowe sznurowane... jak dziś przypominam sobie upalne lata w takim obuwiu i w tymże samym lodowate zimy, to nie dziwię się rodzicielskiej niechęci...
dziś na szczęście butów dużo i uniwersalne być nie muszą!

ale za to w przypadku ciuchów już inna historia: im więcej twarzy ma egzemplarz, tym bardziej go cenię. a jeśli przy okazji jakościowy, markowy i za małe pieniądze, to już w ogóle cudo.
no i właśnie me serce porwała sukienka/ tunika/ bluzka sisleya... cudna bawełna, kolor kameleon uzależniony od oświetlenia i dodatków, fason dziwak do noszenia „jaksiechce”...






3 komentarze:

merci beaucoup pisze...

super ta bluzka, szukam od niedawna takiej :)

BiG Momma pisze...

wyglądasz prześlicznie! :-)

Katarzyna Szymańska pisze...

Też lubie te "dziwaki" z Sisleya...Choć z ich jakością to różnie bywa ;-) Najlepsza była chyba letnia kolekcja 2 lata temu. Normalnie oszalałam wtedy :-)
Miło Cię było poznać osobiście :-)
Pozdrawiam,
Kasia