obserwacje spacerowe

znalazłam nową zabawę podczas spacerów - przeprowadzam badanie socjologiczne a obserwacje mnie bawią niezwykle :)
odkąd mam dziecko, zdarza mi się rozmawiać z obcymi. nie nagabuję, ani nagabywana nie jestem, ale same się konwersacje z nieznajomymi nawiązują. takimi nieznajomymi, co to dzieci mają i jest nić porozumienia i temat zaczepny... skracając wywód bo to temat rzeka, zauważyłam, że rodzice lub opiekunowie, by szerszą definicje zastosować, zadają pytanie o osiągi twojego potomka w dwóch przypadkach. zainteresowanie zębami twej pociechy oraz jej postępami w rozwoju psychomotorycznym nie wynikają z empatii i życzliwego zaciekawienia lecz świadczą o tym, że dziecko osoby pytającej w danym temacie jest liderem kategorii lub niepokojąco zaniża poziom.
i tak, jeśli ktoś pyta o ząbki twojego dziecka, bujając na rękach becik z nietrzymającym główki karpiem, to istnieje prawdopodobieństwo, że na twą odpowiedz negatywną, kaszlnie z dumą i lekceważeniem: "my już mamy dwa!". w tej drugiej sytuacji, gdy na widok twojego siedzącego dziecka, padnie pytanie zza wózka z wielkim nieruchomym buddą: "ale sam nie siada?", a ty nieopatrznie odpowiesz, że jak widać siada, jest prawie pewne, że dowiesz się iż mały budda wyłącznie leży na plecach, choć ma grubo ponad 10 miesięcy. babcia buddy wytłumaczy ci, uspokajając swoje lęki, że chłopcy to leniwi są przecież i wszystko jest super.
więc podsumowując: prawie każde takie pytanie, to albo element rodzicielskiego lansu, albo terapia grupowa... margines błędu statystycznego około 5-10% pozostawiam na życzliwość i czyste zaciekawienie normalnych nudzących się na spacerach udziecionych...
polecam obserwacje w terenie :)



15 komentarzy:

onna pisze...

właśnie dziś o tym samym gadałam z dzieciatymi znajomymi. Ich obserwacje są podobne: pytania zadawane tylko po to, żeby zaraz rzucić, że czyjś tam dzieć to od 3 miesiąca chodzi, nie korzysta z pieluchy i wszelkie inne objawy geniuszu też przejawia. Już sobie ostrzę zęby na riposty za czas jakiś ;)

Drobiazgi domowe pisze...

A ja znam taką mamę, która na pytania, co to jej dziecko potrafi i DLACZEGO JESZCZE NIE MÓWI, odpowiada krótko "bo jest upośledzone" :))))

Pozdrawiam serdecznie.

Hafija pisze...

@Drobiazgi domowe Hahaha - dobre :)

Ja jestem mamą samotniczką, nienawidzę takich spędów parkowych mam z wózkami i licytacji co które dziecko robi i dlaczego to drugie jeszcze nie...

Dziecko to nie tabelka, każde jest inne i rozwija się indywidualnie i nie ma co się porównywać.

A najgorzej jak ta druga mama spojrzy na Ciebie lub na Twoje dziecko i zrobi minę taką zasmuconą/zszokowaną i powie "No mój już wtedy to i tamto robił/jadł/miał"...

Mamuśka-Martuśka pisze...

Zgadzam się w 100%!Ale fajnie tam sie tematy złaczyły, hahaha;-)

Jest jeszcze jeden temat często powtarzający, a w zasadzie dwa - tematycznie połączone:
1. Czy potomek Twój piersią karmion jest?

2. Czy słoiki już serwujesz, jabłka i inne bryje dzieciowe;-)

Wyniki obserwacji Twych - czytałam z bananem na pysku i bynajmniej nie była to maseczka owocowa;-)

Całusy kochana!

Alcyna pisze...

Na szczęście unikałam konwersacji z innymi pchaczami wózków. Ale z przychodni (bo tam nie da się być niezaczepionym) i później piaskownicy, wywnioskowałam dokładnie to samo. Booooże, jak mnie te licytacje wnerwiały. A teraz z perspektywy czasu śmieszą jeszcze bardziej. Jakie znaczenie teraz ma dla kogokolwiek, czy siadała mając 6 czy 10 miesięcy? A przepraszam- teraz jest licytacja, czy już czyta i pisze , to się zaczyna w wieku 4 lat :D W wieku 1,5- 2 tematem jest siusianie na nocnik. Ciekawe, czy jak dzieci będą mieć po 15 lat, matki będą się licytować, której jako pierwsza córka straci cnotę :D

kobieta przed 30. pisze...

@Alcyna no na to wygląda, że w wieku 15 lat takie pytanie nasuwa się najbardziej. Przerażają mnie licytacje. Ja pytałam się koleżanek, ale o kolor kup ich dziecka, żeby wiedzieć czy czegoś nie przeoczyłam (kiedyś mi się wydawało, że coś może jest za rzadkie, za żółte ?:)), ale o więcej nie pytam, bo dzieci są indywidualnościami. Ale zalewana jestem pytaniami babć co ile karmię, czy się mały najada (nie mówił mi co prawda, ale po wadze widać, że wszystko chyba ok ?:)),czy mam pokarm (???), patrzą mi w cyca jak karmię, jak mały je, a najchętniej to by bawiły się z nim jak właśnie je... Przede mną impreza rodzinna i mam nadzieję, że nikt nie będzie małego zabawiał i mi towarzyszył jak karmię... a na pytania, które na bank padną muszę się odpowiednio nastawić - nabrać dystansu i olać to...

Evelio pisze...

ZGADZA SIE! dobra obserwacja:-) widzę to też po sobie. Czasami sama pytam ile waży, bo to u nas problem numer jeden:-) trochę przeraża mnie myśl o tym co bedzie w przyszłości, gdy z dzieckiem na drabinkach nie da się uniknąć niektórych mam i tematów. Ostatnio spotkałam znajomą i jej cztery koleżanki z wózkami! razem pięć mam i jedna wielka licytacja! to nie dla mnie!:-)

Evelio pisze...

P.S. a Staś już w spacerówce? Super!

Mamuśka-Martuśka pisze...

A i jeszcze jedno, tym razem ja zaobserwowałam. Te mamy-pytaczki, lub chwalipięty, jak kto woli, zachowaniem takim swoim kompleksy sobie leczą...

Stachu to superowy gość, widać że nie takie tam pitu, pitu bejbe;-)

Sara pisze...

Ja też jestem mamą-samotniczką, już nawet nie prowadzę badań terenowych, bo mi ciśnienie skacze niepotrzebnie. Ale dopiero Wy uświadomiłyście mi, o co w tym chodzi - o licytację! A ja naiwnie myślałam, że to jakiś taki taniec w ramach rytuału inicjacji czy coś. Taki jak wzajemne iskanie się pawianów - "jesteśmy z tej samej paczki"...

clatite pisze...

Ja jak na razie takich rozmów nie prowadzę, ale śmiać mi się zachciało, bo sama mam ochotę się przechwalać - skąd się to bierze???

okruszek pisze...

Dziękuję za obszerny komentarz dotyczący odciągania:) nawet nie wiesz, jak się zgadza to co mi napisałaś.. Miałam teraz pierwszy zjazd, cały tydzień odciągałam mleko, początkowo po 40-70ml, a pod koniec tyg. już nawet 100ml z jednej piersi... w konsekwencji na kursie przez dwa dni prawie eksplodowały mi cycki, bo nie było warunków sprzyjających, żeby porządnie odciągnąć nadmiar.. a po powrocie do domu i następnego dnia piersi tak mnie bolały, że już miałam wizję kolejnego zapalenia piersi... oszalały, bo już nie wiedzą, co jest grane.. i głęboko się zastanawiam nad proponowanym przez Ciebie rozwiązaniem, szczególnie, że mały zna smak mm, bo jak jechałam np. do fryzjera, to nie odciągałam, tylko pił butlę :P

szajajaba pisze...

A ja tam lubię pogaduszki terenowe. No dobra, przyznam się - moja córa zęba pierwszego dostała tuż przed 14 miesiącem, i uwielbiam ten szok na twarzach matek, kiedy to mówię :D

a.pe pisze...

Ja na razie chodzę samotnie na spacery, żadna mama z berbeciem nie wytrzymałaby przerw na karmienie 5 minut od zakończenia poprzedniego ;) Przynajmniej udaje mi się uniknąć takich rozmów. A tak w ogóle to zastanawiam się, czy poza dziećmi nie ma już innych tematów, bo niektóre mamy tak się zafiksowały na dziecku i domu, że o niczym innym nie mówią (za to codziennie zwierzają się z dylematów obiadowych, albo opisują dokładnie, co posprzątały...)

a.pe pisze...

Zapomniałam napisać, że masz ślicznego synka :))