o sypaniu się

Z reguły człowiek jest nieszczęśliwy bo się sypie. Czasem jednak człowiek się sypie, bo jest nieszczęśliwy. Moje ciało nigdy nie było i nie jest traktowane jak świątynia i daleko mi do filozoficznego uwielbienia i szacunku dla swojego organizmu. Nie jest to jednak bynajmniej zupełnie obcy mi temat. Jestem bowiem estetką i pustą egocentryczka,  w związku z czym, lustro jest moim najlepszym przyjacielem i wrogiem najpodlejszym zarazem. Dołują mnie zmarszczki, poruszają pryszcze, fałdka odbiera pewność siebie  a skóra zmęczona przez ciążę i kilka lat hedonizmu ją poprzedzającego odbiera humor. Równocześnie uskrzydla nowa para butów, kokieterię wyzwala sexy bielizna, nowa fryzura ujmuje lat a zgubione na siłowni centymetry nadmuchują samoocenę. Taka huśtawka jest chyba po babsku w miarę normalna. Wiem, jak dotkliwie stan ciała może determinować stan ducha...

Nie doświadczyłam jednak osobiście sytuacji odwrotnej, a od pewnego czasu z przerażeniem obserwuję, jak moja nieszczęśliwa przyjaciółka zapada się w swym ciele.  A właściwie, jak jej ciało zapada ją samą.
I nie chodzi o złe samopoczucie połączone z chandrą i zmęczeniem. Do gry wchodzą kolejni lekarze bardzo skomplikowanych specjalizacji, szpitale, badania, rezonanse, echa i wciąż przyczyny znaleźć nie można. Niby coś się pojawia, ale żeby aż takie dawało  efekty? I poszukiwania trwają. 

Ja tymczasem obserwuję od lat, jak bunt ciała się pogłębia. I mam diagnozę daleką od medycznych, ale jestem jej pewna: toksyna międzyludzka zatruje najzdrowsze ciało...

11 komentarzy:

Letasha pisze...

Witaj, jestem tu po raz pierwszy, muszę przyznać, że świetnie piszesz.
Lubię takie luźne przemyślenia.
Jak naprawię tę cholerną klawiaturę odpiszę na Twój post, bo mnie zaciekawił.
Zachęcam do obserwacji, pozdrawiam
Letasha

CatherineiOliv pisze...

Zostałaś otagowana więc zapraszam do siebie

l1l1th pisze...

I masz zapewne w 100% rację. Bo gdy ciało podupada a lekarze badają, badają i eksperymentują, to znaczy że ompletnie nie mają pomysłu na to co się dzieje. A jak taka sytuacja ma miejsce to niestety to dusza choruje a ciało krzyczy słuchaj mnie i zwolnij!!!! tylko my już sie nauczyliśmy świetnie ignorować co nam mówi nasze ciało...

Niezła żona pisze...

Kochana ja od wielu lat wyznaję bardzo prostą życiową prawdę: Choroby ciała biorą się z chorób duszy. Choroby duszy biorą się od złych ludzi.

l1l1th pisze...

O! O! O! i to jest wlaśńie to! Niezła żona 100% racji.

Mamuśka-Martuśka pisze...

Kurcze i chyba coś w tym jest...;-(
Cieszę się, że jesteś znów z nami;-P

naszapolana pisze...

:-(

Anna pisze...

hah u mnie 10 lat szukali aż znaleźli, u mojego dziecka 3i pół roku więc powodzenia w naszej służbie zdrowia wszystko niemiłosiernie długo trwa

Evelio pisze...

u mojej znajomej przez wiele lat szukali i dopiero pielęgniarka z laboratorium przypadkowo zobaczyła jej wyniki krwi i do niej zadzwoniła!!! i miała pełną rację jeżeli chodzi o diagnozę. A wcześniej lekarz wmawiał jej cytuję "chorobę duszy"!

Masz rację toksyczne relacje między ludźmi potrafią wyniszczać doszczętnie:-(

Anna Maria pisze...

O tak, najbardziej toksyczny jest ludzki jad.
A to co napisałaś w pierwszym akapicie to po prostu definicja kobiety ! :)
Pozdrawiam serdecznie i zazdroszczę fantastycznych planów podróżnych ! Oby Staszek dobrze zniósł tyle godzin w samolocie !

Evelio pisze...

http://zonazadhd.blogspot.com/2012/02/choroby-ciaa-biora-sie-z-chorob-duszy.html