jedz, karm i kochaj


w ciąży jadłam dużo i różnie. zrezygnowałam z klasycznie zabronionych potraw i produktów ale poza tym cięłam wszystko, co mi organizm dyktował. głęboko wierzyłam i wierzę, że uczyłam w ten sposób małego człowieka smaków i tolerancji oraz może nawet trochę fantazji kulinarnej, choć w tym zakresie może to nadmierny optymizm i nadinterpretacja.

teraz, gdy młody jest odrębnym smakoszem, procedura ciągnięcia cyca jest zawsze taka sama: łapczywa, żarłoczna, rozchlapana, mlaszcząca i wywracająca oczami. trudno powiedzieć, żeby mu nie smakowało :)

za to potem może być różnie: toksyczne wichry, dziki budyń, blokada eksportu itp.
na szczęście oprócz sporadycznych "trututów", zwanych potocznie gazami, nie spotykają nas inne nieszczęścia. upewniam się zatem, że jedzenie wszystkiego, na co się ma smaka jest najlepszym rozwiązaniem. więc jemy cytrusy i inne owoce, jemy czasem czekoladę, jemy mięsa różne, pijemy mleko krowie, jemy surowe warzywa, pijemy czasem kawkę, już ze dwie lampki wina się trafiły i sushi i dużo innych potraw. nawet się nie zastanawiam, czy są one powszechnie zalecane, czy odradzane.

po konsultacjach z kilkoma lekarzami na temat diety, potwierdziła się moja teoria: jeść normalnie i zdrowo, unikać smażonych tłuścielców i wiatropędnych kapusto bobów ale nie zwariować i słuchać organizmu. :)
no i tak sobie słucham, jem, karmię młodego i oboje jesteśmy szczęśliwi :)

czego życzę wszystkim mamom, które wbrew sobie i instynktowi uległy złej propagandzie "autorytetów"...

a po dobrym jedzeniu niektórzy wyglądają tak...


15 komentarzy:

Anna pisze...

słodko ...nie ma to jak drzemka po dobrym jedzonku ...

Hafija pisze...

Brawo, brawo! A mi próbowała pediatra wmówić, że tylko ryż i woda... mój wygląda po obiadowaniu mniej więcej tak samo ;)

Alcyna pisze...

Tak sobie obserwuję i wydaje mi się, że emilkowy okres cycolenia przypadł na czas, kiedy zalecenia były najbardziej restrykcyjne: nie jemy owoców południowych, nie jemy orzechów, czekolady, kakao, wieprzowiny, cielęciny, czy cholera wie czego jeszcze. Zewsząd straszono nas alergiami, kolkami i wszelakimi plagami egipskimi, jeśli postąpimy inaczej. oczywiście w tym zakresie każdy robi, jak uważa za słuszne. Ja tam poddałam się instynktowi. Nie jadłam niczego, co nie wyrośnie u nas :D Oczywiście odpuściłam klasyczne wzdymacze również. alkohol- sprawa zakazana absolutnie.Ale np. truskawki- szły równo ;) Ale są tego dwie strony medalu i absolutnie zabraniałam sobie bycia ekspertem w tej dziedzinie. Bo co dziecko, to możliwości. Są dzieci, które "pozwolą" na zjedzenie bigosu i popicie kolą, a są takie, które będą wyły pół nocy po jednej kawie z mlekiem. dziwiło mnie tylko zawsze u koleżanek, że nie rezygnowały ze swoich zapędów, jeśli pojawiały się problemy. Że tłumaczyły je tysiącem powodów, zamiast spojrzeć na zeżarte frytki, czy jajecznicę z duszoną cebulką. Że rozprawiały wielce zmęczone o tym, że dziecko prawie nie śpi, ale 5 kaw (no bo malutkie, bo one śpiące, bo padają na pysk) odmówić sobie nie mogły.

agakry pisze...

@Alcyna - zgadzam się w stu procentach: jeśli mały miałby jakiekolwiek dolegliwości na pewno przeszłabym na dietę choćby miał to być chleb w wodzie maczany! dziwię się tylko mamom, które zamęczają się profilaktycznie. jakoś mam wrażenie, że małym ludzikom też nie wychodzi to na dobre bo jednak organizm mamy potrzebuje różnorodności a nie restrykcji i ograniczeń "na zapas"...

onna pisze...

moja karmiąca znajoma rok temu była na ścisłej diecie - ryż i kurczak, kurczak i ryż. I to nie jakiś ekologiczny tylko normalny z hormonami czy co tam jeszcze w nim jest. Nie wiem o czym myśli lekarz jak zaleca takie durne diety. Całkowicie się zgadzam - nie dać się zwariować :)

Sroka pisze...

Ha... to potwierdza pojawiające się (na szczęście coraz częściej) publikacje, że nie ma czegoś takiego jak "dieta matki karmiącej" i że przez rygorystyczne trzymanie diety "produkujemy" sobie kolejnych alergików. Gratuluję zdrowego podejścia :) .

Grzegorzowa pisze...

A ja sobie tylko podczytuję :) coby od września byc mądrą mamą :)

Niezła żona pisze...

Mam znajomą, która przestała karmić bo jej Córa miała skazę białkową...
Przy czym moja mama gdy karmiła moją młodszą sis i ta miała skazę - przestała jeść wszystko co zawiera mleko efekt był taki, że karmiła dzięki temu przez kilka miesięcy!

PozdrawiaMY :)

BiG Momma pisze...

no dobra a co z takimi mamami, którym niemalże wszystko staje w gardle i na bardzo niewiele mają ochotę??? :-( mam nadzieję, że po porodzie mi to przejdzie..

Agusiaczek pisze...

Jestem za!
Na pewno nie będę się katować i ślepo patrzeć na te listy produktów zakazanych, bo to jakieś brednie! Po trochu, bez szaleństw, ale i z urozmaiceniem oraz smakiem. Zadowolona mama = zadowolone dziecko :-)

Smacznego!

Anonimowy pisze...

Ale za to jak sie szybko chudnie na takiej diecie eliminacyjnej;)

agakry pisze...

o nie! jeśli mam chudnąć przez total niejedzenie to dziękuję :) niebawem zacznę się poważniej ruszać i to mi wystarczy :)

Mamuśka-Martuśka pisze...

Ja od początku miałam taką samą filozofię żywieniową, jak Ty. I było na prawdę spoko, tylko teraz coś się pochrzaniło w brzuniu pisklaka i mamy, mam nadzieję chwilową masakrę.
Dzięki Aguś za maila;-);-):-)

Mamuśka-Martuśka pisze...

Aaaaaaa i jeszcze jedno - minka najedzonego łasucha - bezcenna:-)

Evelio pisze...

Dziękuję za ten wpis!!! Uratowałaś mnie od wariactwa dietetycznego!!!