07.06.2013 Mielno – archiwum

Usypianie dziecka bywa upiorne. Czasem pada jak kłoda a czasem walczy jak lew. Czasem mam cierpliwość i bawi mnie dziecięca kreatywność w odwracaniu mojej uwagi od usypiania. Dziś ubawiłam się i wzruszyłam. Zaczęliśmy od standardów: czytanie muminków, zabawa w alfabet, mizianie i przytulanie. Potem młody zaczął się wymykać scenariuszowi mamusi: śpiewamy miała baba koguta, jesteśmy głodni, bardzo chce nam się pić, koniecznie musimy się dowiedzieć, czy mama muminka znalazła ziemię dla róż pod latarnią morską, wspominamy jak tata odjechał pociągiem a potem znowu bardzo chce nam się pić i trzeba zdjąć skarpetki a potem jedną założyć.
Lekko znużona zaczęłam udawać, że śpię. Syn leżał koło mnie, skubał mój rękaw, równy oddech się uspokoił a ciałko zmiękło. Odetchnęłam z ulgą a tu nagle gość wstaje! Ja spod oka obserwuję, bo oficjalnie przecież już śpię. Młody człowiek o złotym sercu przyniósł do łóżka wszystkie samochody i w moich nogach przykrył je kołderką. Potem wszystkie pluszaki ułożył kolo poduszki swej ukochanej w zasięgu reki. Następnie rozprostował kocyk i walnął się na twarz. Niestety, jak naciągał kocyk na plecy, to nogi odkrywał, a miało być równo, więc się napocił ale dokonał swego. Wreszcie wtulił się we mnie pod równo ułożonym kocykiem i zakrył sobie twarz. Po mniej więcej trzydziestu sekundach spal… 


2 komentarze:

Mamuśka-Martuśka pisze...

Aleeeeeeeeeeeee słodzizna...Uwielbiam Stasia;-*

Evelio pisze...

Kochany:-)