projekt ciąża

Robaczek podjęła inicjatywę słuszną i pozbierała trochę ciążowych pamiątek brzuszkowych. jeśli ktoś ma ochotę na podpatrywanie okrągłych ślicznych fajnie ubranych, to zapraszam na bloga wdzięcznej i niebanalnej przyszłej mamy Różne Ładne Rzeczy 


tymczasem ja nadal proszę o inspiracje w kwestii zabawiania półrocznej bestii, znudzonej i rozkapryszonej przez niepogodę... :) 

6 komentarzy:

Hafija pisze...

a Dlaczego nie spacerujecie, my nawet w deszcz z katarem chodzimy :)

agakry pisze...

a bo ja leniwa jestem :) i nie lubię deszczu :) i kataru unikam :)

Hafija pisze...

Dzieciom dobrze robi spacer w deszczu ;) jakoś im pozytywnie na psychikę działa :)

agakry pisze...

a serio to nie wychodzimy z domu tylko jak całkiem leje a normalnie wymyślam cuda, żeby w domu nie siedzieć, ale jak już w domu jesteśmy (bo nie da się 12h błąkać po mieście) to się klops domaga :))) i stąd moje pytania :)

Ja pisze...

Ja z córą 6,5 miesięczną siedziałam w szpitalu pod kroplówką przez rotawirusa - i tak masz łatwiej :D
A co można? Chlapanie w wodzie - z mamą, na przykład w wannie. Albo basen. Można kupić taką mega piłkę w stylu tych porodowych (ok. 35zł w każdym hipermarkecie, z uszami lub bez) i turlać się na tej piłce, skakać na niej, turlać na dziecko. Podobnie można kupić walec dmuchany (moja córa miała taki jak w lince: http://allegro.pl/dmuchany-walec-z-grzechotka-babymix-i1737802037.html ) - dziewczyna uwielbiała, gdy go na nią rzucałam - to jest leciutkie, ona sobie rękami i nogami odpychała. Do butelki o,5 litra, plastikowej, wrzuciłam kilkanaście niewielkich guzików - zabawa cudo. Do malutkiego ręcznika przyszyłam z kolei kilka duuużych guziorów, by nawet cudem oderwane nie zostały połknięte. Też się sprawdziło. Bańki można puszczać, niech dziecię łapie. Piosenki dla dzieci puszczałam i tańczyłyśmy. W szpitalu miała taką fajną książeczkę miękką na sznureczku, ona miała wszytą grzechotkę i piszczka, pluszowe jakieś to było ok 10x10cm, idealne do dziamgania, tarmoszenia, ślinienia. Na długo zajmowało uwagę. ooo jeszcze jedna rzecz - rewelacyjna u nas, a w sumie dwie rzeczy: piankowe puzzle duże, w formie maty, genialne do gryzienia i wywalania środków i wsadzania się zamiast nich, a druga - takie cuś: http://allegro.pl/mula-przestrzenna-dla-niemolaczkow-warto-i1751482264.html

Oryginalnie nowe można w Smyku za 70zł kupić, ja używkę dorwałam. Polecam, nie dość, ze frapujące dla malucha, to jeszcze na długo starcza, u nas dobre 3,5 miesiąca szał.

kura D. pisze...

ja mam 7 miesięczna Klusie. ulubiona zabawa to turlanie, siadanie i gryzienie nowo uszytych przez mamusie zabawek. Najfajniejsze są ze sznurkowatymi raczkami i nóżkami, bo można je złapać i pogryźć węzełki na końcach. uwielbia też królika z długimi uszami, kuknij do mnie, może się zainspirujesz :)) pozdrawiam. ps. mam aktualnie taka sama fryzure i kolor podobny, i tez musialam wymuszac ciazowe zdjecia. ;)