konkurs śliniakowy

Zaledwie kilka dni chodziłam do przedszkola a do dziś pamiętam straszny zapach kanapek z pastą szprotkową i koleżankę, która nienawidziła mleka do tego stopnia, że na zawołanie krztusiła się nim na tyle skutecznie, że płynęło nosem i w panice odpuszczano jej resztę kubka.  Z dzieciństwa pamiętam smak przecieranego pomidorka, którego cierpliwie robiła mi babcia, smak białego sera na wsi i przerażenie na myśl, że mam zjeść gotowaną marchewkę. Wspomnienia są wyraźne, aromatyczne, kolorowe. Jakie są Wasze najwcześniejsze wspomnienia talerzowe? Macie traumę szpinakową albo nadal dreszcze na widok tłustych ok w rosole?
Na najdowcipniejszego autora czeka jeden ze śliniaków z oferty www.bibabu.pl (aby wziąć udział w konkursie należy polubić na fcb i zostawić swój wpis poniżej). 
Konkurs trwa do 21.03. 



19 komentarzy:

Ag Ryn-Blas pisze...

oj, ja to nienawidzilam kakao,mleka w ogole, bo mnie brzuch bolal, a mama zawsze mi wmuszala... i pomidor z cukrem...(?).Twoje wspomnienia wyjatkowo smaczne...

Evelio pisze...

mh...grzebię w głowie, grzebię i jedyne co przychodzi mi do głowy to zupa owocowa...wiśniowa z makaronem. Ale nie jej smak tkwi w mojej pamięci lecz przedszkolna opowiastka koleżanki. Zawsze jak dostawaliśmy wiśniówkę opowiadała o tym, że jej mama, gdy była mała i jadła dokładnie taką samą zupę przetrwała walenie się budynku i do talerza spadał jej tynk. Nie uwierzysz...ale przez całe życie, gdy widzę zupę owocową widzę w niej kawałki sufitu.

P.S. nie mam konta na FB:-(

BiG m pisze...

zapach flaków pamiętam jak dziś. 6 może 8 lat. Weszłyśmy do restauracji. Mama uraczyła nas talerzem flaków.. Simierdzce. Ochyda. Uciekłam z restauracji (chyba nawet wymiotowałam).. NIGDY nie wzięłam ich wiecej do ust. do dziś NIENAWIDZE FLAKÓW!

Anonimowy pisze...

Wiesz, pamietam, jak się kiedyś smiałaś z szafiarek, że tylko konkursy, reklamy itd. A co się porobiło ostatnio na tym blogu:( Gdzie Twoje fajne wyluzowane teksty, które zawsze poprawiały mi humor? Gdzie ta zadziorna niekonwencjonalna ruda, idąca pod prąd? Utonęła chyba w pampersach, albo pod nawałem śliniaków... Straszna szkoda:(

ZEZULLA pisze...

No wiesz...Zezullowata w dzieciństwie bananów nie lubiła:/ Bo takie toto brzydkie w formie, takie jakieś niepolskie (wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, ale już wietrzyłam podstęp Tajlandii!), jakieś niedomowe- bo banany to się jadło ale tylko u ciotki w Warszawie:/ i do tego obślizgłe!
Także, ten tego, jak tylko próbowano mi wmówić, że banany jeść należy, bo i ciężko zdobyć i drogie i (na samym końcu) zdrowe, brałam je w łapencję, gryzłam i z miną iście dwuznaczną memłałam, aż ludziska patrzeć przestaną- Tak! brałam ich na przeczekanie!
Potem wypluwałam i pod fotel wrzucałam... Do tej pory ciotka opowiada (niby w formie zabawnej anegdoty-ale wtedy do śmiechu jej nie było), jak to po tygodniu "pachnieć" w pokoju zaczynało, gdzie po gruntownych poszukiwaniach znajdywali pod fotelem kupę skiśniętych owoców:/ I dobrze! Bo nikt małej Zezuzulli bananów wciskać nie będzie!

Kitek pisze...

a ja pamiętam, że w przedszkolu jak dostawaliśmy gotowaną wołowinę to była tak "cudownie miękka", że żuło się ją jeszcze 2 godziny po obiedzie! ale mięsko trzeba było zjeść! ziemniaki można było zostawić, więc ja najpierw mieszałam ziemniaki z burakami (lub inną duszoną marchewką), a potem pod nie chowałam mięsko ;-)

Niezła żona pisze...

Taaak! Myślałam, że jako dziecko wszystkożerna byłam ale jednak nie :) Nie cierpiałam chleba z wodą i cukrem. fuj ble ohyda na samą myśl robi mi się nie dobrze. Wszystkie dzieci jadły a ja wolałam chleb posmarowany musztardą i kawałek kiełbasy lub chleb ze smalcem domowej roboty posypany solą :D Lubiłam tez podkradać surowe ziemniaki! i pieczarki surowe posypane vegetą :D

Mama Sophie pisze...

Ja rzygalam na widok gotowanego mleka z korzuchem ;)
A sliniaczki sa superowe moja pyza miala taki w kwiatki , teraz juz z tego wyrosla hihi

Grzegorzowa pisze...

Pierogi z płuckami!!
Do tej pory, czyli po trzydziestce nadal jestem antypodrobiowa.
Z płuckami. kalać tak pierożka takim farszem - zgroza.
A jeszcze:
-flaki, zapach potrawy jest fantastyczny, ależ dlaczego tak makabryczna jej nazwa.
-miód, za całokształt. Smak, zapach, konsystencja, to że lepi sie niemiłosiernie do wszystkiego
-żurek - pytanie o genezę? nie wiem, ale jeszcze nie jadłam, bo żurek

Karlita pisze...

Kluski na mleku!! I nie dlatego że nie lubiłam ... bo lubiłam ... ale Babcia sprawiła, że przez dłuuuugi czas nie tknęłam mleka. Pojechaliśmy z Babcią na wakacje i Babcia z czystej dobroci chciała nas zdrowo chować więc wszystko było na mleku, na śniadanie, na drugie śniadanie na kolacje. Po tym wyjeździe miałam dość mleka na dłuuugi czas! A klusek na mleku nie zjem nawet dziś ;-) Jak widać przedobrzyć też można :-)

A tak z innej beczki z jedzeniem i dzieciństwem kojarzy mi się inna sprawa. Motyl tak przepiękny motyl na dnie talerza :-) Babcia miała jeden talerz taki stary, nie wiem może ręcznie malowany. Uwielbiałam w nim jeść i odkrywać tego motyla :-) Jak się później okazało to nie był motyl tylko kwiat :-) Ale i tak zawsze w pamięci pozostanie mi motylkowy talerz.

Marta Peek-Marcinkowska pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
KatJanBie pisze...

moje talerzowo-jedzeniowe nie najmilsze wspomnienie? kiedyś byłam w szpitalu, miałam jakieś 7 lat. nie dość, że sama, bez mamy to jeszcze na obiad dali klopsiki w sosie i marchewkę z groszkiem rozgotowane na miazgę :( na nic się zdały namowy pani salowej i tak zwymiotowałam na talerz a marchewki z groszkiem przez wiele lat nie brałam do ust...klopsików też :P

Anonimowy pisze...

Moje niesmakowite smaki wieku dziecięcego to praktycznie cała lista.

1. tran - zdrowy, a znienawidzony przez większość dzieci!Na szczęście obecnie zjemy w czasach smakowych specyfików z Omega3

2. zupa buraczkowa - nie znosiłam od niepamiętnych czasów. W czasie ciąży ze względu na dużą zawartość żelaza jadłam na umór. Obecnie pokochałam,lecz moi chłopcy jej nie znoszą.

3. zupa mleczka - trauma typowo przedszkolna. Pamiętam, że zupka mleczna, a raczej jej niesmaczny makaron lądował na przedszkolnym fartuszku

4. zupa grochowa - to moja nielubiana zupa ze stołówki szkolnej

Troszkę tego jest i potem się dziwić, iż własne dziecko grymasy przy obiedzie. Geny! Geny! Geny! :)

ksawusia@wp.pl

Katullek pisze...

o to moją kulinarną traumą był szpinak właśnie. Podawali nam go w przedszkolu w formie zielonej rzadkiej kupy. Do dziś pamiętam jak siedzimy z kolegą przy stoliku i panie zmuszają nas do zjedzenia tego paskudztwa. On wpadł na pomysł schowania tej brei pod ziemniakowym puree. Do dziś mam przed oczami jak pieczołowicie uklepuje te ziemniaki. Chciałam donieść pani o oszustwie, ale ostatecznie wzięłam z niego przykład i udało nam się uzyskać pozwolenie odejścia od stolika, bo szpinak zniknął z naszych talerzy.

A drugie to przedszkolny kisiel do picia (tak tak podawali nam wodę zabarwioną kisielem do picia). Raz wyszedł jednak strasznie gęsty i pamiętam jak wkładaliśmy sztućce żeby sprawdzić czy ustoją pionowo.

I jeszcze przedszkolne pierogi z owocami. Do dziś kojarzą mi się z truskawką uciekającą z pieroga i spływającą po moim widelcu.

Do szpinaku i kisielu przekonałam się po latach, do pierogów z owocami nigdy.

Anonimowy pisze...

Kochane mamy, piszcie, piszcie! :) Choć im więcej piszecie, tym nam (Zespołowi BiBaBu) będzie trudniej wyłonić zwycięzcę - pewnie jak zwykle będzie mała wojna na argumenty :) Przypominamy o warunku konkursowym jakim jest zalajkowanie strony www.facebook.pl/sklep.bibabu
Pozdrawiamy!
Zespół BiBaBu

Anonimowy pisze...

u mnie tylko jedna trauma jest z dzieciństwa-to wątróbka.. nie lubiłam jej i juz nie polubie.
Mój tata stał zawsze nade mną z groźna miną i mówił.Nie odejdziesz od stołu fopóki tego niezjesz. no i tak jadłam połukając każdy kąs po kilka razy bo nie chciał zleciec na dół..czasmi trało to godzinami a i tak kończył sie taki obiad w łazience-wiadomo gdzie..teraz sie z tego śmieje ale wtedy nie było mi do śmiechu,grochy łez leciały wprost na wątróbke..czyniąc ja jeszcze bardziej słona i nie dobra..

Magda pisze...

Oj ja dużo rzeczy nie lubię przez przygody z dzieciństwa, pierwsze to mleko- piłam je aż wstyd się przyznać do 7 roku życia z butelki ze smoczkiem i kiedy mama powiedziała, że jestem duża i dzieci będą się ze mnie śmiały, z żalem oddałam butelkę. Wtedy dostałam mleko w szklance- ochyda, od tamtej pory nienawidzę mleka przede wszystkim ciepłego, toleruje tylko w kawie :) druga rzecz to kisiel, a to przygoda z przedszkola. Kolega przy stoliku położył kisiel na łyżeczkę i z siłą uderzył w rączkę łyżeczki, wtedy kisiel poleciał do góry i przykleił się do sufitu. Sama sytuacja była bardzo zabawna i wywołała śmiech na całej sali, jednak jak kisiel zaczął zwisać skojarzył mi się ze smarkami, wtedy jeszcze zjadłam kisiel w przedszkolu patrząc na niego z niesmakiem, ale później co raz częściej widziałam ten obraz wiszącego gluta i się zniechęciłam, tym bardziej, że w przedszkolu jeszcze długo nie przemalowali sufitu, a glut wisiał wyschnięty :) nienawidzę czarniny po jednych wakacjach na wsi, ciocia zaproponowała, że będę mogła sobie wziąć jednego królika do domu pod warunkiem, że zjem czarninę, oczywiście powiedziała z czego to jest ( miałam chyba z 10 lat), powiedziałam, że w życiu nie ruszę kaczej krwi, jednak chęć posiadania królika była wielka. Ciocia się poddała i powiedziała, że mam tylko posmakować, wtedy faktycznie posmakowałam i na tym się skończyło. Królika nie mogłam zabrać do domu, bo mama powiedziała,że nie mamy warunków i on nie może być w domu. Strasznie byłam zła wtedy i do tej pory nie ruszyłam czarniny, chociaż nie pamiętam jej smaku.

Anonimowy pisze...

KIEDY WYNIKI?

porady-mamy.pl pisze...

ja nigdy za cynamonem nie przepadałam, aże kazali jeść ryż w cynamonem w przedszkolu to się zbuntowałam i schowałąm cały do fartuszka :) po proźbach rodziców nigdy więcej mi nie wmuszali, a do tej pory go nie ruszę :)